Archiwum październik 2015, strona 2


paź 30 2015 Opis zdarzeń część 1
Komentarze: 0

 

Mam na imię Joanna, 35 lat, dwie cudowne córeczki i męża alkoholika który nie pije od ponad roku (chociaż nie mogę powiedzieć że jestem tego  pewna w100%)

Poznaliśmy się kiedy byliśmy nastolatkami,  miłość od pierwszego wejrzenia. Naprawdę zabujałam  się w Nim i mimo młodego wieku wiedziałam, że chcę z Nim dzielić życie. Było różnie, jak to bywa z nastolatkami, zrywaliśmy ze sobą i wracaliśmy do siebie. Aż w końcu któregoś dnia On zniknął i przepadł na kilka lat. Czekałam długo, dowiedziałam się, że urodziło mu się dziecko i potem jeszcze czekałam bo może jednak do mnie wróci... Nie wrócił. Pewnego dnia poznałam chłopaka za którego po dwóch latach wyszłam za mąż. Nie byłam szczęśliwa. I kiedy myślałam że już chyba nic dobrego mnie w życiu nie spotka On wrócił. I wtedy było jak w tych filmach o miłości... Wyjechaliśmy z kraju, wszystko układało nam się cudownie, oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Szybko zaszłam w ciążę. Urodziła nam się piękna córeczka. 

Przenieśliśmy się do innego kraju, bliżej Polski , bliżej rodziny. Nie mieliśmy dużo pieniędzy ale byliśmy szczęśliwi we troje. Kłopoty zaczęły się kiedy On musiał zrezygnować z pracy. Poszukiwania następnej wydłużały się w czasie. Mimo tego najważniejsze było to, że byliśmy razem.

Założyliśmy firmę, i chyba właśnie wtedy to się zaczęło. On zaczął pić. 

Ironia losu, jedno zaczęło się poprawiać a drugie totalnie walić...

Najpierw pił piwo jedno, codziennie wieczorem, nikt nie widział w tym problemu. Później dwa, trzy żeby już poczuć w głowie. Później pił drinka wódka+cola bo po piwie czuł się taki pełny. I tak dalej dwa, trzy drinki i z czasem to nie wystarczyło. Urodziła nam się druga córeczka. On tak strasznie zaczął wtedy pić 

Kiedy mała skończyła 4 miesiące Mąż zawiódł nas do Polski do moich rodziców na 2 tygodnie. Przez pierwszy tydzień był spokój. Wieczorami dzwonił do mnie, po głosie słyszałam że był trzeźwy. Pewnego dnia nie zadzwonił. Napisałam coś do niego i kilka godzin nic nie odpowiadał, zadzwoniłam- pocztą głosowa. Zaczęłam się martwić właściwie od razu. Zadzwoniłam do znajomego czy miał z nim kontakt, on powiedział że nie pojawił się w pracy. Widziałam że wypłacał  duże kwoty z konta.  I wtedy mój Mąż popłynął. Pogubił swoje rzeczy, w tym telefon, pił z jakimiś przypadkowo poznanymi ludźmi przez 2 dni nie dając znaku życia. Wtedy pierwszy raz szukaliśmy Go  dzwoniąc po szpitalach. Różne myśli miałam w głowie, bałam się o Niego. Umierałam z niepokoju w czasie kiedy On bawił się świetnie. Znalazł do znajomy w mieście oddalonym od naszego o 200 km.

Później było jakiś czas spokojnie. Znajomy powiedział, że jeśli nie przestanie pić to on zerwie  z nim współpracę. Na jakiś czas podziałało. Nie pił. W firmie był bardziej niezależny. Przeprowadziliśmy się do innego miasta,  znajomy nie miał już takiej możliwości kontrolowania mojego Męża a dla Niego oznaczało to tylko jedno - powrót do picia...

I znów ten sam scenariusz. Jedno piwo, dwa trzy, drink dwa,  butelka... 

Przyszła zima, mój Mąż miał mniej zleceń. Przyszedł któregoś dnia do domu z butelką whisky kiedy w lodówce świeciło pustką a On próbował mi wmówić że dostał od klienta...Wiedziałam że kłamie. Powinnam była wtedy zabrać dzieci i odejść? Bałam się, nie miałam dokąd, sama z dwójką dzieci bez pracy w obcym kraju. Nie chciało mi się nic. Nie miałam chęci sprzątać, gotować. A On często wracał do domu już pijany. Dzieci nie dostały prezentów na Święta bo nie mieliśmy pieniędzy a On codziennie  wracał do domu nachlany. W Sylwestra kiedy się napił  i nie chciał awantury w domu udał że ma jakiś atak, że umiera i na to patrzyły  nasze dzieci. Kiedyś poprosiłam Go by odebrał naszą córkę z przedszkola. Dziecko weszło do domu z coca-colą w kubeczku plastikowym. Spytałam ją skąd to ma ona powiedziała że pili colę z tatą w aucie. Poszłam do auta znalazłam colę ale i przy tym butelkę wódki. 

Kazałam mu się pakować i wynosić. Błagał bym wybaczyła, że przestanie pić. Przestał. 

Pojechaliśmy na Wielkanoc do Polski, pierwszy dzień okey. 

paź 30 2015 Opis zdarzeń część 1
Komentarze: 0

 

Mam na imię Joanna, 35 lat, dwie cudowne córeczki i męża alkoholika który nie pije od ponad roku (chociaż nie mogę powiedzieć że jestem tego  pewna w100%)

Poznaliśmy się kiedy byliśmy nastolatkami,  miłość od pierwszego wejrzenia. Naprawdę zabujałam  się w Nim i mimo młodego wieku wiedziałam, że chcę z Nim dzielić życie. Było różnie, jak to bywa z nastolatkami, zrywaliśmy ze sobą i wracaliśmy do siebie. Aż w końcu któregoś dnia On zniknął i przepadł na kilka lat. Czekałam długo, dowiedziałam się, że urodziło mu się dziecko i potem jeszcze czekałam bo może jednak do mnie wróci... Nie wrócił. Pewnego dnia poznałam chłopaka za którego po dwóch latach wyszłam za mąż. Nie byłam szczęśliwa. I kiedy myślałam że już chyba nic dobrego mnie w życiu nie spotka On wrócił. I wtedy było jak w tych filmach o miłości... Wyjechaliśmy z kraju, wszystko układało nam się cudownie, oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Szybko zaszłam w ciążę. Urodziła nam się piękna córeczka. 

Przenieśliśmy się do innego kraju, bliżej Polski , bliżej rodziny. Nie mieliśmy dużo pieniędzy ale byliśmy szczęśliwi we troje. Kłopoty zaczęły się kiedy On musiał zrezygnować z pracy. Poszukiwania następnej wydłużały się w czasie. Mimo tego najważniejsze było to, że byliśmy razem.

Założyliśmy firmę, i chyba właśnie wtedy to się zaczęło. On zaczął pić. 

Ironia losu, jedno zaczęło się poprawiać a drugie totalnie walić...

Najpierw pił piwo jedno, codziennie wieczorem, nikt nie widział w tym problemu. Później dwa, trzy żeby już poczuć w głowie. Później pił drinka wódka+cola bo po piwie czuł się taki pełny. I tak dalej dwa, trzy drinki i z czasem to nie wystarczyło. Urodziła nam się druga córeczka. On tak strasznie zaczął wtedy pić 

Kiedy mała skończyła 4 miesiące Mąż zawiódł nas do Polski do moich rodziców na 2 tygodnie. Przez pierwszy tydzień był spokój. Wieczorami dzwonił do mnie, po głosie słyszałam że był trzeźwy. Pewnego dnia nie zadzwonił. Napisałam coś do niego i kilka godzin nic nie odpowiadał, zadzwoniłam- pocztą głosowa. Zaczęłam się martwić właściwie od razu. Zadzwoniłam do znajomego czy miał z nim kontakt, on powiedział że nie pojawił się w pracy. Widziałam że wypłacał  duże kwoty z konta.  I wtedy mój Mąż popłynął. Pogubił swoje rzeczy, w tym telefon, pił z jakimiś przypadkowo poznanymi ludźmi przez 2 dni nie dając znaku życia. Wtedy pierwszy raz szukaliśmy Go  dzwoniąc po szpitalach. Różne myśli miałam w głowie, bałam się o Niego. Umierałam z niepokoju w czasie kiedy On bawił się świetnie. Znalazł do znajomy w mieście oddalonym od naszego o 200 km.

Później było jakiś czas spokojnie. Znajomy powiedział, że jeśli nie przestanie pić to on zerwie  z nim współpracę. Na jakiś czas podziałało. Nie pił. W firmie był bardziej niezależny. Przeprowadziliśmy się do innego miasta,  znajomy nie miał już takiej możliwości kontrolowania mojego Męża a dla Niego oznaczało to tylko jedno - powrót do picia...

I znów ten sam scenariusz. Jedno piwo, dwa trzy, drink dwa,  butelka... 

Przyszła zima, mój Mąż miał mniej zleceń. Przyszedł któregoś dnia do domu z butelką whisky kiedy w lodówce świeciło pustką a On próbował mi wmówić że dostał od klienta...Wiedziałam że kłamie. Powinnam była wtedy zabrać dzieci i odejść? Bałam się, nie miałam dokąd, sama z dwójką dzieci bez pracy w obcym kraju. Nie chciało mi się nic. Nie miałam chęci sprzątać, gotować. A On często wracał do domu już pijany. Dzieci nie dostały prezentów na Święta bo nie mieliśmy pieniędzy a On codziennie  wracał do domu nachlany. W Sylwestra kiedy się napił  i nie chciał awantury w domu udał że ma jakiś atak, że umiera i na to patrzyły  nasze dzieci. Kiedyś poprosiłam Go by odebrał naszą córkę z przedszkola. Dziecko weszło do domu z coca-colą w kubeczku plastikowym. Spytałam ją skąd to ma ona powiedziała że pili colę z tatą w aucie. Poszłam do auta znalazłam colę ale i przy tym butelkę wódki. 

Kazałam mu się pakować i wynosić. Błagał bym wybaczyła, że przestanie pić. Przestał. 

Pojechaliśmy na Wielkanoc do Polski, pierwszy dzień okey. 

paź 30 2015 Opis zdarzeń część 1
Komentarze: 0

 

Mam na imię Joanna, 35 lat, dwie cudowne córeczki i męża alkoholika który nie pije od ponad roku (chociaż nie mogę powiedzieć że jestem tego  pewna w100%)

Poznaliśmy się kiedy byliśmy nastolatkami,  miłość od pierwszego wejrzenia. Naprawdę zabujałam  się w Nim i mimo młodego wieku wiedziałam, że chcę z Nim dzielić życie. Było różnie, jak to bywa z nastolatkami, zrywaliśmy ze sobą i wracaliśmy do siebie. Aż w końcu któregoś dnia On zniknął i przepadł na kilka lat. Czekałam długo, dowiedziałam się, że urodziło mu się dziecko i potem jeszcze czekałam bo może jednak do mnie wróci... Nie wrócił. Pewnego dnia poznałam chłopaka za którego po dwóch latach wyszłam za mąż. Nie byłam szczęśliwa. I kiedy myślałam że już chyba nic dobrego mnie w życiu nie spotka On wrócił. I wtedy było jak w tych filmach o miłości... Wyjechaliśmy z kraju, wszystko układało nam się cudownie, oboje byliśmy bardzo szczęśliwi. Szybko zaszłam w ciążę. Urodziła nam się piękna córeczka. 

Przenieśliśmy się do innego kraju, bliżej Polski , bliżej rodziny. Nie mieliśmy dużo pieniędzy ale byliśmy szczęśliwi we troje. Kłopoty zaczęły się kiedy On musiał zrezygnować z pracy. Poszukiwania następnej wydłużały się w czasie. Mimo tego najważniejsze było to, że byliśmy razem.

Założyliśmy firmę, i chyba właśnie wtedy to się zaczęło. On zaczął pić. 

Ironia losu, jedno zaczęło się poprawiać a drugie totalnie walić...

Najpierw pił piwo jedno, codziennie wieczorem, nikt nie widział w tym problemu. Później dwa, trzy żeby już poczuć w głowie. Później pił drinka wódka+cola bo po piwie czuł się taki pełny. I tak dalej dwa, trzy drinki i z czasem to nie wystarczyło. Urodziła nam się druga córeczka. On tak strasznie zaczął wtedy pić 

Kiedy mała skończyła 4 miesiące Mąż zawiódł nas do Polski do moich rodziców na 2 tygodnie. Przez pierwszy tydzień był spokój. Wieczorami dzwonił do mnie, po głosie słyszałam że był trzeźwy. Pewnego dnia nie zadzwonił. Napisałam coś do niego i kilka godzin nic nie odpowiadał, zadzwoniłam- pocztą głosowa. Zaczęłam się martwić właściwie od razu. Zadzwoniłam do znajomego czy miał z nim kontakt, on powiedział że nie pojawił się w pracy. Widziałam że wypłacał  duże kwoty z konta.  I wtedy mój Mąż popłynął. Pogubił swoje rzeczy, w tym telefon, pił z jakimiś przypadkowo poznanymi ludźmi przez 2 dni nie dając znaku życia. Wtedy pierwszy raz szukaliśmy Go  dzwoniąc po szpitalach. Różne myśli miałam w głowie, bałam się o Niego. Umierałam z niepokoju w czasie kiedy On bawił się świetnie. Znalazł do znajomy w mieście oddalonym od naszego o 200 km.

Później było jakiś czas spokojnie. Znajomy powiedział, że jeśli nie przestanie pić to on zerwie  z nim współpracę. Na jakiś czas podziałało. Nie pił. W firmie był bardziej niezależny. Przeprowadziliśmy się do innego miasta,  znajomy nie miał już takiej możliwości kontrolowania mojego Męża a dla Niego oznaczało to tylko jedno - powrót do picia...

I znów ten sam scenariusz. Jedno piwo, dwa trzy, drink dwa,  butelka... 

Przyszła zima, mój Mąż miał mniej zleceń. Przyszedł któregoś dnia do domu z butelką whisky kiedy w lodówce świeciło pustką a On próbował mi wmówić że dostał od klienta...Wiedziałam że kłamie. Powinnam była wtedy zabrać dzieci i odejść? Bałam się, nie miałam dokąd, sama z dwójką dzieci bez pracy w obcym kraju. Nie chciało mi się nic. Nie miałam chęci sprzątać, gotować. A On często wracał do domu już pijany. Dzieci nie dostały prezentów na Święta bo nie mieliśmy pieniędzy a On codziennie  wracał do domu nachlany. W Sylwestra kiedy się napił  i nie chciał awantury w domu udał że ma jakiś atak, że umiera i na to patrzyły  nasze dzieci. Kiedyś poprosiłam Go by odebrał naszą córkę z przedszkola. Dziecko weszło do domu z coca-colą w kubeczku plastikowym. Spytałam ją skąd to ma ona powiedziała że pili colę z tatą w aucie. Poszłam do auta znalazłam colę ale i przy tym butelkę wódki. 

Kazałam mu się pakować i wynosić. Błagał bym wybaczyła, że przestanie pić. Przestał. 

Pojechaliśmy na Wielkanoc do Polski, pierwszy dzień okey.